Pan Leszek Kwiecień, mieszkaniec Dzierżoniowa, rozesłał w 1998 r. przed wyborami samorządowymi do lokalnych gazet, władz samorządowych i premiera list otwarty, w którym skrytykował szefa urzędu miasta kandydującego na radnego powiatu. Napisał o nim, że dotychczasowe obowiązki wypełnia nieudolnie, działa w złej wierze, często łamie prawo i „opiera swoje deklaracje na kłamstwie”. Opinię o urzędniku wyrobił sobie w związku ze sporem o decyzje budowlane, które wydawał mu Urząd Miejski w Dzierżoniowie.


Urzędnik w trybie wyborczym wniósł sprawę do sądu. I wygrał: sądy obu instancji uznały, że Kwiecień naruszył dobre imię urzędnika. Nakazały przeprosiny, zasądziły 10 tys. zł. zadośćuczynienia i 10 tys. na cel społeczny. We wtorek, 09 stycznia br. Trybunał w Strasburgu uznał, że polskie sądy naruszyły wolność słowa, czyli art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka. Naruszyły go na dwa sposoby:

  • Po pierwsze – nie rozpatrzyły sprawy pod kątem swobody wypowiedzi, lecz jedynie pod kątem ochrony dobrego imienia urzędnika. Nie wzięły pod uwagę, że to, co napisał Kwiecień, było krytyką funkcjonariusza publicznego, a do tego każdy ma prawo. Jest to działanie w interesie publicznym. Tym bardziej, że działo się to w czasie kampanii wyborczej, a Kwiecień informował potencjalnych wyborców o swojej ocenie kompetencji jednego z kandydatów. Wreszcie polskie sądy nie rozważyły, że część wypowiedzi Kwietnia dotyczyła faktów (np. że urzędnik łamał prawo), a więc jej prawdziwość można było ocenić, a część była opinią (np. że był nieudolny). A opinia podlega szczególnej ochronie z punktu widzenia wolności słowa.
  • Po drugie – polskie sądy naruszyły też wolność słowa, ponieważ zasądziły najwyższą możliwą w trybie wyborczym kwotę zadośćuczynienia i nawiązki, a w ogóle nie uzasadniły, dlaczego sięgają po najwyższą karę – dla przeciętnego Polaka 20 tys. zł. to w 1998 r. była suma bardzo wysoka.

Leszek Kwiecień zgodnie z wyrokiem Trybunału w Strasburgu dostanie teraz od polskiego państwa 8 tys. 650 euro zadośćuczynienia za naruszenie jego wolności słowa. To jego kolejna wygrana, bo w 2002 r. został radnym, a w wyborach w 1998 r., skrytykowany przez niego urzędnik przegrał.