To wręcz niespotykany przypadek, a zapewne bardzo rzadki. W jednej z sopockich przychodni zatrudniono lekarkę, która za pomocą potajemnie podrobionych kluczy do pomieszczeń księgowo-kasowych przychodni, podczas pełnienia nocnych dyżurów, wykradała z kasy po kilkaset złotych, mimo iż w kasie było znacznie więcej gotówki, pochodzącej z tytułu wpłat od pacjentów. „Pomysłowa” lekarka działała dłuższy czas, i w sumie ukradła z kasy około 15 tys. zł. Pomysłem też wykazali się pracownicy księgowości przychodni, którzy postanowili zainstalować w pomieszczeniu ukrytą kamerę.


Na efekty nie trzeba było długo czekać. Kamera okazała się „okrutną” i dokładanie nagrała pozamedyczne zdolności, jakimi wykazywała się będąca na nocnych dyżurach lekarka. Jakie było jej zdziwienie, gdy 16 kwietnia br. tuż po zakończonym nocnym dyżurze, odwiedzili lekarkę w jej gdańskim mieszkaniu funkcjonariusze sopockiej Policji. Co miała zrobić, wobec tak niezbitych dowodów? Przyznała się do wszystkiego, tłumacząc wręcz naiwnie, że pieniądze pochodzące z kradzieży, potrzebowała na życie i wynajem mieszkania. Po spisaniu jej zeznań, została zwolniona do domu i teraz będzie oczekiwała na ocenę sądową swego niegodnego postępowania, mało mającego z wypełnianiem tak pięknego zawodu.

A warto przypomnieć, że za kradzież w włamaniem, bo taka zapewne będzie prokuratorska kwalifikacja jej czynu, grozi kara do… 10 lat więzienia, że o wielkim wstydzie już nie wspomnę!
 

Redakcja